en_GBpl_PL
en_GBpl_PL

Terapia okołoporodowa - co to takiego?

Okres ciąży, porodu i połogu kojarzy się raczej z ciałem niż z duchem. Trzeba radzić sobie z dolegliwościami, zwolnić tempa, częściej chodzić do lekarza i na badania. Jeśli ten czas kojarzy się z terapią, to głównie z lekami podtrzymującymi ciążę, ewentualnie z terapią uroginekologiczną. Psychoterapia okołoporodowa to w Polsce nadal nowość. Na czym polega? W czym może pomóc? O to zapytałam psychoterapeutki prowadzące warsztaty dla kobiet w ciąży, Iwonę Wojtan i Barbarę Sławik.

Joanna Piekarska: Wszyscy wiedzą, że ciąża to czas ogromnych zmian fizjologicznych. Ciało przygotowuje się do porodu i do opieki nad dzieckiem, ale co się dzieje w tym czasie w psychice? To już dużo mniej powszechna wiedza. Powszechne przekonanie chyba jest takie, że to sama radość i błogość…

Iwona Wojtan: Ciąża to czas dynamicznych przemian psychicznych. Kobieta wycofuje się do własnego wnętrza, jest pochłonięta sennymi marzeniami, odczuciami i fantazjami. Przyszła mama śni o swoim dziecku. Wyobraża sobie, jak będzie wyglądało, jaki będzie miało charakter. Czasem nadaje mu pieszczotliwe przezwisko. Rozmawia z dzieckiem jak z wyobrażonym przyjacielem. To osobliwy związek, w którym jedno ciało jest zamknięte we wnętrzu drugiego. Czując ruchy płodu, kobieta uświadamia sobie, że zamieszkał w niej lokator mający własny rytm dobowy, niekoniecznie przewidywalny. To też czas powrotu wspomnień i przeżyć z czasów, kiedy same byłyśmy małymi dziewczynkami. Mogą odżywać trudne wspomnienia z relacji z rodzicami. Czasem zacieśniają się więzi z nimi. To, że ciało przestaje być wyłączną własnością kobiety i ulega wielu przemianom, ma też swoje znaczenie emocjonalne. Odbicie w lustrze może się okazać zaskakujące, trudno się pochylić, a w trzecim trymestrze o zobaczeniu własnych stóp można tylko pomarzyć. To wszystko sprawia, że kobieta w tym okresie staje się wrażliwa i bezbronna.

Barbara Sławik: Wrócę do tego, od czego zaczęłyśmy, że stereotyp mówi o ciąży jako samej radości i błogości. To jest pierwsza rzecz, która utrudnia kobiecie w ciąży akceptowanie różnych uczuć. Ale też dużo jest takiego uspokajania, zrzucania wszystkiego na instynkt. Kiedy kobieta ma wątpliwości albo się czegoś boi, to się jej mówi: „Urodzisz, to będziesz wiedziała”. Już po porodzie okazuje się, że pojawił się mały “kosmita”, a instynktu brak… Ja się bardzo zgadzam z Justyną Dąbrowską [jedną z prekursorek terapii okołoporodowej w Polsce — przyp. mój], że nie ma czegoś takiego jak instynkt macierzyński. Instynktem jest nazywana pewna mieszanka tego, co nam robiono, co słyszymy od innych i co jest w przekazie kulturowym. To jest wymieszane i dopiero te wszystkie elementy razem nazywa się instynktem. On ma sprawiać, że wszystko z noworodkiem robi się tak „na wyczucie”, licząc, że to jest właściwe. Potem się okazuje, że to tak nie do końca wychodzi. Zaczynamy zajmować się maluchem i nie podoba nam się to, co robimy. I co wtedy? Mimo tego, że opieka okołoporodowa jest coraz lepsza, że są takie akcje, jak „Rodzić po ludzku”, to o wielu ważnych rzeczach się nie mówi, nie ma nawet skąd się o nich dowiedzieć. Kobiety po porodzie są wieloma rzeczami zaskoczone, mimo że miały wcześniej dobrą opiekę, zaufanego lekarza, sprawdzony szpital… Wciąż mało wiemy o swoich prawach i o tym, co w porodzie i po nim jest kluczowe dla późniejszej więzi. (A to wiadomo z badań nad przywiązaniem Mary Ainsworth i innych). Są takie momenty, takie kamienie milowe, których warto dopilnować: pierwszy kontakt z dzieckiem „skóra do skóry”, pierwsze karmienie. To, jak to przebiegnie, może nam później dużo ułatwić albo utrudnić. Dlatego warto wcześniej się zastanowić: jakie ja chcę dostać wsparcie i od kogo, na co jestem gotowa, kogo chcę dopuścić do siebie w połogu? Później różne rzeczy mogą się dziać szybko i nie ma już przestrzeni na zastanowienie.

Ciąża i poród to czas utraty kontroli, albo, inaczej mówiąc, sprawczości. Jest się bardzo zależną od innych: od lekarzy, od rodziny, w szczególności przy jakichś komplikacjach, choćby po cesarce. Jeśli wtedy się nie wie, co jest istotne, czego się domagać, a co można odpuścić, to później bywa trudno. Dlatego warto pomyśleć nad relacją z dzieckiem, kiedy jest jeszcze w naszym ciele, aby tym lepiej przygotować się na czas, kiedy ono to ciało opuści. To są bardzo duże zmiany i żeby w tym momencie mieć kontakt ze sobą i z dzieckiem, trzeba mieć oparcie w takim przekonaniu, że wiem, jak chcę, żeby było. Właśnie ta myśl była fundamentem pomysłu na warsztaty dla kobiet w ciąży. Chciałyśmy stworzyć przestrzeń do wspólnej refleksji. Nie chcemy mówić, jak ma być, ale zwracać uwagę na to, co jest istotne dla więzi z dzieckiem. Żeby uczestniczki mogły się zastanowić, co z tego i w jakiej formie chciałyby uwzględnić w swojej relacji z maluchem oraz miały możliwość wybrania takiej drogi, jaka im pasuje.

J.P.: Tak mi się wydaje, że mało się rozmawia o tym, co emocjonalne w ciąży, więcej o fizjologii i tych wszystkich technicznych szczegółach, co jeść, czego nie jeść, w jakiej pozycji spać i tak dalej. I może być tak, że kobiety w ciąży przeżywają różne rzeczy, które są w tym stanie naturalne, i martwią się, że może coś z nimi nie w porządku, skoro to nie tylko przyjemne uczucia. Więc żeby do końca zdementować ten mit, że ciąża to sama radość, zapytam: jakie obawy najczęściej przeżywają przyszłe mamy?

I.W.: Niezależnie od tego, czy kobieta nie planowała zostania matką, czy zajście w ciążę było poprzedzone długimi staraniami, fakt poczęcia budzi różne obawy i mieszane uczucia. Kiedy staje się jasne, że objawy płynące z ciała oznaczają zamieszkanie w nim odrębnej istoty, mogą pojawić się wątpliwości, poczucie zagubienia i żalu czy sprzeczne pragnienia. 9 miesięcy to czas na mentalne przygotowanie się do nowej roli. Wiąże się to między innymi z utratą albo znacznym ograniczeniem wielu dotychczasowych aktywności, takich jak praca zawodowa i życie towarzyskie, na rzecz zaabsorbowania dzieckiem. Koncentracja na zadaniach związanych z przyszłym macierzyństwem wiąże się z utratą części wolności.

J.P.: I to bardzo szybko, bo już od początku ciąży nie można pić alkoholu, uprawiać niektórych sportów, dźwigać zakupów…

I.W.: Dotychczasowe życie ulega nieodwracalnym zmianom. Kobieta może przeżywać żałobę, żegnając się z dotychczasowym obrazem siebie, czuć wewnętrzną niezgodę lub z cieszyć się odczuwanych przemian. Albo wszystko naraz. Ważne, żeby zdawała sobie sprawę, że wszystkie jej uczucia są naturalne i można o nich otwarcie mówić. W tym niestety nie pomaga powszechna — sankcjonowana społecznie i kulturowo — idealizacja ciąży i macierzyństwa.

B.S.: Dodałabym do tego kilka rzeczy. Po pierwsze trudne jest bycie w ciąży i świadomość tego, że to się już dzieje, że to jest w jakiś sposób nieodwracalne. Nie da się tak po prostu przestać być w ciąży — ona może się w różny sposób zakończyć, ale to już jest fakt. To kontaktuje nas z różnymi lękami przed nową rolą: przed tym, jak to będzie, ale też przed powrotem do własnych dziecięcych przeżyć. Szczególnie, jeśli były trudne. Kiedy myślę o tym, jaką chcę być matką, to automatycznie myślę o tym, jaką matkę miałam. Wtedy zadaję sobie pytanie, czy ja chcę podobnie, czy może inaczej — a co inaczej, a jak inaczej? Z drugiej strony czasem wiemy, że chcemy inaczej, ale nie wiemy, jak. Nie mamy żadnego innego przykładu. Wtedy potrzeba wsparcia. Bardzo mnie cieszy, że teraz coraz bardziej odchodzi się od mówienia, że kobieta w ciąży nie powinna być w terapii. Kiedyś się tego unikało. Straszono, że jak się kobieta bardzo wzruszy, to może poronić. Ja dzisiaj miewam pacjentki, z którymi pracujemy aż do czasu rozwiązania. I to jest wspaniałe, bo pozwala kobiecie kontaktować się z różnymi emocjami, też trudnymi. Nieocenioną wartością jest też możliwość kontynuacji terapii po urodzeniu dziecka, już razem z nim w gabinecie. Jeśli są jakieś kłopoty z nawiązaniem więzi albo jeśli kobiecie jest jakoś trudno z tym dzieckiem, bądź na sali porodowej nie zalała jej fala szczęścia i się martwi, to może przyjść do gabinetu terapeuty z dzieckiem (do 10 miesiąca życia) i popracować nad więzią, otrzymać niezbędne wsparcie. Ten kulturowy przymus, że małe dziecko powinno wywoływać w nas wyłącznie fale szczęścia i radości, jest bardzo silny. Z drugiej strony jest ogromna presja na naturalność i straszne to było, kiedy czytałam w Internecie dyskusję o tym, że matki, które miały cesarskie cięcie, nie mogą mówić, że urodziły swoje dzieci… Tylko, że te dzieci zostały wydobyte.

J.P.: Naprawdę?

B.S.: Tak, i tam w dodatku doszło do takiej przepychanki słownej, czy te dzieci mają prawo obchodzić urodziny, czy może powinno się świętować „wydobyciny”. Rzeczywiście jest część kobiet, która chce mieć cesarkę na życzenie, ale to nie czyni ich mniej matkami. Jest też bardzo wiele cesarek wykonywanych ze wskazań medycznych.

J.P.: No to cieszę się, że ja w ten zakątek Internetu nie zabłądziłam. Ale skoro już o takim niewspierającym hejcie mowa, to może odwróćmy trochę temat, pomówmy o wsparciu. Jakiego wsparcia ze strony najbliższych potrzebuje przyszła mama?

B.S.: Myślę, że nie ma konkretnych wytycznych. Najważniejsze, żeby kobieta sama przemyślała swoją sytuację i miała świadomość, czego potrzebuje. Czyjej pomocy chce i w jakim zakresie. Jeśli nie wie, bo nie zastanowiła się, nad tym wcześniej, to potem okazuje się , że bliscy albo pomagają za bardzo, albo za mało, albo inaczej niż by tego chciała.

I.W.: Na pytanie, jakiego wsparcia potrzebuje kobieta w ciąży, odpowiedziałabym, że wszelkiego (śmieje się). Kluczowe jest wsparcie partnera. W miarę jak we wnętrzu kobiety rozwija się życie, przemianie ulega także postawa mężczyzny. Partnerzy zaczynają się zmieniać i te zmiany idą w kierunku stawania się rodzicami. Często jest to związane z częściowym wycofaniem się z aktywności poza domem, skupieniem na zaspokajaniu potrzeb emocjonalnych, zbliżaniem się do siebie nawzajem w parze. Wspierająca postawa przyszłego taty polega na zwiększonej wrażliwości i empatii w stosunku do partnerki. Wzajemne zrozumienie buduje się dzięki omawianiu lęków, frustracji i wyobrażeń, jak to będzie. Pomaga w tym nie zaprzeczanie trudnym emocjom, jakie pojawiają się w okresie ciąży oraz otwartość na szczerą wymianę myśli i uczuć.

J.P.: Mówiłyście o psychoterapii w ciąży. Jakie trudności emocjonalne mogą powodować, że kobieta w ciąży potrzebuje terapii?

I.W.: Emocjonalne cierpienie po porodzie nie należy do rzadkości. W zachodnich społeczeństwach niemal połowa kobiet po porodzie odczuwa łagodny stan przygnębienia, przejawiający się najczęściej smutkiem, nerwowością, problemami ze snem i koncentracją uwagi, zmęczeniem. Smutek poporodowy, nazywany potocznie baby bluesem, jest zjawiskiem przejściowym i przy odpowiednim wsparciu ze strony rodziny mija samoistnie. Pomocy specjalisty należy szukać, kiedy stan emocjonalny kobiety przybiera postać chorobową. Psychiczne cierpienie zakłóca codzienne funkcjonowanie, przekracza możliwości radzenia sobie. W naszym kraju na depresję poporodową zapada około 20% kobiet. Zaniepokoić powinno: poczucie całkowitego nieradzenia sobie w roli matki, braku nadziei, smutku, bezradności, silnego lęku czy poczucia winy. Należy pamiętać, że depresja poporodowa może spotkać każdą z nas. Nawet w sytuacji, kiedy dziecko jest upragnione i wyczekiwane. Nie oznacza to, że kobieta jest złą matką. Odpowiednio udzielona pomoc terapeutyczna czy farmakologiczna jest skutecznym sposobem na poradzenie sobie z chorobą.

B.S.: To nie musi być tylko depresja poporodowa. To może być trudność z zaakceptowaniem ciąży, nawet kiedy była zaplanowana i były starania. Czasem kobiecie, która widzi te dwie kreski na teście, przychodzi taka myśl, że gdyby miała dziś tę decyzję podejmować, to wcale by nie chciała być w ciąży.

J.P.: Dochodzi do głosu druga strona tego pragnienia, lęk, niepewność?

B.S.: Tak, wtedy okazuje się, że to już się stało, a kobieta nagle wcale tego nie chce, albo chce tego dużo mniej, niż wcześniej. I wtedy można pracować nad tymi uczuciami, zobaczyć, skąd one się biorą i jakie temu procesy towarzyszą. Czasami ciąża przebiega z komplikacjami. Wtedy przeżywa się dużo lęku i może być potrzebne wsparcie. Czasem reakcja otoczenia albo ojca dziecka nie jest taka, jak by się oczekiwało, kobieta może zostać sama z tą ciążą, a to może wywoływać w rodzinie różne reakcje. I wtedy warto mieć wsparcie terapeuty, który pomaga pacjentce lepiej zrozumieć to, co przeżywa.

J.P.: Co jeszcze oprócz terapii może być pomocne, kiedy jest emocjonalnie trudno w ciąży? Rozumiem, że warsztaty mogą być taką rzeczą?

I.W.: Nasze warsztaty „Gotowa na rozwiązanie” mają na celu przede wszystkim wsparcie kobiet w tym trudnym okresie, jakim jest ciąża i początkowe etapy opieki nad maluchem. Chcemy zwrócić uwagę mam na ważne kwestie związane z tworzeniem więzi w pierwszym roku życia dziecka. Uwrażliwić je na ich własne wewnętrzne stany emocjonalne, które dobrze odczytane pomogą w odczytywaniu potrzeb dziecka. Pragniemy, aby większa świadomość ukrytych przekonań pochodzących z rodzinnych czy też kulturowych przekazów pozwalała kobietom na bardziej świadome macierzyństwo.

B.S.: Proponujemy warsztaty też dlatego, że to jest okazja do spotkania się z innymi kobietami, posłuchania różnych perspektyw, usłyszenia, jakie ktoś ma pomysły czy doświadczenia. To może zainspirować. Poza tym nie każdy ma przekonanie do terapii, nie każdy jej potrzebuje. Warsztat to taka forma rozwojowo-doświadczeniowa.

J.P.: I to też pewnie daje coś takiego, czego dzisiaj często nie mamy — doświadczenie bycia w kręgu kobiet.

B.S.: Dzisiaj przez to, że rodziny są nuklearne, a nie wielopokoleniowe, to są kobiety, które nigdy nie miały kontaktu z ciężarną czy z małym dzieckiem. Są w ciąży, a nigdy nie trzymały na rękach noworodka.Pojawia się w nich uczucie samotności i zagubienia, bo nie dosyć, że to jest nowa rola, to dla kogoś, kto nie miał kontaktu z małymi dziećmi, jest to jeszcze trudniejsze. Spotykając się z innymi kobietami, można u nich znaleźć zrozumienie i wsparcie.

J.P. To żeby trochę podsumować: jak dbać o swoją emocjonalność w ciąży?

B.S.: Chodzi o to, żeby akceptować swoje różne stany, taką ambiwalencję, huśtawkę nastrojów. To jest absolutnie normalne. Te stany mogą być różne, mogą się pojawiać wątpliwości i nie zawsze będziemy się czuły wyłącznie szczęśliwe. Należy pamiętać, że to jest OK. Warto w tym czasie myśleć o sobie tak, jak o przyjacielu czy przyjaciółce, z większą czułością i wyrozumiałością.

J.P.: To mi się podoba. Dziękuję za rozmowę.



25 lutego 2019

tekst: Joanna Piekarska zdjęcie: daiga ellaby

oryginalnie wywiad ukazał się 13 sierpnia 2018 na blogu Notatki Terapeutyczne

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych